Mieszkańcy Koszyc Małych uhonorowani przez Prezydenta RP – przyznane pośmiertnie Krzyże Komandorskie Orderu Odrodzenia Polski odebrała w Belwederze Lucyna Knapik, wnuczka odznaczonych. Ordery zostały przyznane Stefanii i Janowi Wózkom „za bohaterską postawę i niezwykłą odwagę wykazaną w ratowaniu życia Żydom podczas II wojny światowej, za wybitne zasługi w obronie godności, człowieczeństwa i praw ludzkich”. Obecni byli poseł RP Anna Pieczarka, wójt Grzegorz Kozioł, sołtys Koszyc Małych i wiceprzewodniczący Rady Gminy Tarnów Zbigniew Gniewek oraz historyk i regionalista Adam Ryba, a medale wręczyła podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Agnieszka Jędrzak.

Historię bohaterskiej rodziny udokumentował historyk i regionalista Adam Ryba, a zainspirował go nią radny Zbigniew Gniewek. O przyznanie medali wnioskował wójt Grzegorz Kozioł. -Odebrane pośmiertnie medale za niezwykłą odwagę w ratowaniu przedstawicieli narodowości żydowskiej w czasie II wojny światowej są dowodem bohaterskiej postawy ludzi, którzy, ryzykując własne życie, uratowali od śmierci ród rodziny Bleiweiss – mówi wójt Grzegorz Kozioł.
Wzruszenia nie kryje wnuczka odznaczonych Lucyna Knapik. -W naszym domu ta opowieść była wszechobecna. Wzrastaliśmy z nią. Jestem dumna z moich dziadków, z ich bohaterskiej postawy. Nie każdy zdobyłby się na taki gest – mówi.
-Do domu Państwa Wózków przyprowadził mnie Zbyszek Gniewek, sołtys Koszyc Małych i wiceprzewodniczący Rady Gminy Tarnów, abym mógł wysłuchać niezwykłej opowieści Zofii Wózek, synowej Stefanii i Jana. To właśnie od niej dowiedziałem się ziemiance, wykopanej pod stodołą i zamaskowanym wejściu koło wychodka, prowadzącym do miejsca, gdzie Wózkowie ukrywali pięcioosobową żydowską rodzinę – relacjonuje Adam Ryba.

Pochodząca z Tarnowa rodzina Bleiweiss początkowo ukrywała się u gospodarza w Zbylitowskiej Górze, który pewnego dnia spytał Jana Wózka, czy mógłby zabrać przechowywanych do swojego gospodarstwa. Jan Wózek zgodził się, tym bardziej, że znał rodzinę Bleiweiss, ponieważ przed wojną w ich szwalni pracowała najstarsza córka Wózków. W rezultacie pewnej nocy w 1943 roku, po upływie krótkiego czasu od tamtej rozmowy, czworo ukrywających się ludzi ostrożnie przekradło się ze Zbylitowskiej Góry do gospodarstwa Wózków w Koszycach Małych, a najstarsza i chora seniorka rodziny została przewieziona furmanką.

Dla Wózków przechowywanie pięcioosobowej rodziny było nie tylko bardzo ryzykowne, było też znacznym obciążeniem materialnym. Stefania i Jan Wózkowie mieli pięcioro dzieci na utrzymaniu, z tego powodu wyżywienie jeszcze pięciorga osób przekraczało ich możliwości. Dlatego wtajemniczyli zaufanych sąsiadów, którzy pomagali im utrzymać ukrywanych.

Rodzina Bleiwess szczęśliwie doczekała końca wojny. Po jej zakończeniu wyjechała do Stanów Zjednoczonych i do Francji, skąd przychodziła do Wózków korespondencja. W 1988 roku państwo Wózkowie otrzymali od Chaji Bleiweiss, zamieszkałej wówczas w Nowym Jorku najmłodszej z ukrywanych, certyfikat fundacji Keren Kayemeh Leisrael, z którego wynikało, że Chaja Bleiwess, upamiętniając rodzinę z Koszyc Małych, posadziła w Izraelu, na Wzgórzach Judzkich, drzewo. A Zofia Wózek, która z taką pasją i wzruszeniem opowiadała o odwadze swoich teściów, nie doczekała przyznania im orderu. Zmarła trzy miesiące temu.